wtorek, 20 stycznia 2015

Epilog


 ostatni wpis, mam nadzieję, że nie muszę Was błagać o przeczytanie notatki autora

*
     Gdy tylko spróbowałam poruszyć palcem wskazującym prawej ręki i poczułam paraliżujący ból, od razu wiedziałam, że to koniec.
     Umarłam.
     Całe moje życie przelatywało przed moimi oczami jak puszczony film; taki, który oglądałam już milion razy i byłam zmuszona katować się nim jeszcze raz. Widziałam wszystko wyraźnie, pomijając odległe momenty, które najwidoczniej wcale nie były takie ważne.
     Pierwszy krok. Pierwsze zrozumiane słowo. Pierwsze założone samodzielnie ubranie i pierwsza uroniona świadomie zła. Pierwsze dziecięce zauroczenie, pierwsza prawdziwa przyjaźń, która tyle przetrwała. Pierwsze złamane serce i pierwsze posklejanie ran. Pierwszy zawód, pierwsze przekleństwo. Wypadek. Śpiączka.
     Tak wiele rzeczy potrafiło wywrócić nawet najmocniejszy system wartości; wystarczyło kiwnięcie palcem, aby życie kompletnie nieznajomej osoby zmieniło każdy pojedynczy aspekt tego naszego. Chyba czułam się przerażona, choć nie powinnam; przecież umarłam.
     Pomyślałam o tylu momentach, gdy chciałam ze sobą skończyć, ale nie wykonałam żadnego kroku. Uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie moje serce nie wytrzymało i po prostu przestało bić. Co to za beznadziejne serce?
     Już nie istniałam.
     Więc czemu czułam?
     Praktycznie znikąd pojawiła się przede mną twarz Jai’a. Uśmiech, o którym potrafiłam myśleć całe dnie i noce. Byłam szaleńczo zakochana. Czy osoby zakochane nie powinny być także szaleńczo szczęśliwe?
     Z nim taka byłam. A potem wracałam do własnej rzeczywistości; rzeczywistości, której wcale nie mogłam być pewna. Każdy ruch mógł być snem. Każde słowo mogło być kłamstwem. Każdy oddech mógł być urojeniem.
     Ale nie był.
     Ja naprawdę jeszcze żyłam. Najbardziej prawdziwie jak tylko się dało.
     Miałam wrażenie, że ktoś delikatnie śpiewał, wygrywał pojedyncze akordy na gitarze. I może to zmusiło mnie do postarania się. Ten ostatni raz; jeśli miało mi się nie udać, na pewno nie miałabym do siebie pretensji, że nie próbowałam. Zacisnęłam palce, delikatnie, ale jednak. Poczułam opór.
     Otworzenie oczu było ciężkie; ważyły więcej niż tysiąc kilogramów pomarańczy, więc zdołałam je jedynie uchylić. To wystarczyło.
     Jai dotykał mojej dłoni. Zmusiłam się do przekręcenia twarzy w lewo, a starania popłaciły. Jego ciemne włosy opadały na czoło i chciałam ich dotknąć, ale nie byłam na tyle silna. Miał opuszczoną głowę; pragnęłam na niego spojrzeć. Czemu nie podnosił głowy?
     W następnej sekundzie spojrzał na mnie, a jego puste oczy zabłyszczały najpiękniejszym blaskiem jaki kiedykolwiek przyszło mi zobaczyć. Tym niepowtarzalnym tłumem złotawych ogników, które przeskoczyły do jego ust, sprawiając, że się uśmiechnął. Boże, był zwyczajnie piękny.
     Moje imię zamarło na jego wargach.
     I nie wiedziałam skąd we mnie tyle pokładu optymizmu, ale byłam pewna, że będzie dobrze.
     Przecież go znalazłam.

,,Sny są prawdziwe dopóki trwają, a czyż my nie żyjemy w snach?”
- Alfred, lord Tennyson
KONIEC

Więc teraz chyba naprawdę przyszedł czas, aby pożegnać się z tym fanfiction.

Chciałabym podziękować każdemu z Was oddzielnie i wszystkim razem; Find me naprawdę osiągnęło więcej, niż kiedykolwiek bym się spodziewała. Dziękuję za każde wyświetlenie - na Bloggerze i na Wattpadzie, - za każdy komentarz - na Bloggerze i na Wattpadzie, - za każdy głos na Wattpadzie, za każdego obserwatora, za każdy tweet pod hasztagiem. (jeśli o czymś zapomniałam, ale Wy o tym pamiętacie, to wiedźcie, że za to też dziękuję) Kocham Was tak bardzo, że nawet sobie tego nie wyobrażacie.

Pamiętam, jak strasznie bałam się, że nie podołam tej fabule i w ogóle nie powinnam zaczynać z pisaniem fanfictions, ale patrzcie, jednak tu jestem i skończyłam coś własnego. No i marzenie Jai’a się spełniło – żyją w fanfiction razem z Caitlin.

To uczucie, gdy piszecie do mnie i pytacie o link do mojego ff, albo mówicie, że mój styl pisania to życie; WY JESTEŚCIE ŻYCIEM. Ale ja Was kocham.

Dziękuję każdemu kto mnie wspierał, komentował i wskazywał niedociągnięcia. Jestem z siebie naprawdę dumna; napisanie czegoś takiego wiele mnie kosztowało; przepraszam za błędy, których jest masa (może kiedyś się zmobilizuję, żeby je poprawić, jeśli znajdę). Ile razy siedziałam i byłam jak „Boże, jak to przedstawić, żeby zrozumieli, że pierwsza część to sen, jak to, do cholery, zrobić". 

Zbyt dużo problemów z dodaniem nie było – ani razu moja wena mnie nie zawiodła, więc woah.

Dziękuję za polecanie tego ff i dziękuję, że ze mną byliście (mam nadzieję, że będziecie wciąż)

Co za tym idzie:
NOWE FANFICTION!

Tak, tak, także z Janoskians (choć owa grupa tam nie istnieje), wciąż z Jai’em i wciąż z fabułą, która mam nadzieję, że trochę Was zastanowi. [KLIK]

Proszę, zostańcie ze mną i kontynuujmy tę podróż; bez Was jestem nikim w tym całym świecie, naprawdę. Znajdziecie tam krótkie wprowadzenie, które ma Was zaciekawić, zapisujcie się do Informowanych i wszystko inne, już poszperacie.

Okej, chyba muszę się pożegnać…
KOCHAM WAS TAK BARDZO, DZIĘKUJĘ ZA KAŻDE SŁOWO, KAŻDEGO Z WAS I JEZU…… co ja mam teraz ze sobą zrobić……….

już kończę, tylko proszę, aby 
KAŻDY KTO PRZECZYTAŁ EPILOG SKOMENTOWAŁ I NAPISAŁ JAKIE MA ODCZUCIA CO DO TEGO FF NIEWAŻNE CZY CZYTA TO DZIŚ, JUTRO, ZA MIESIĄC CZY ZA DWA LATA
ostatni akcent od Was - dla mnie:) 

Ten ostatni raz
#FindMePL